Brak pomysłu na tytuł, zresztą i tak by nie był trafiony

I znowu blog opustoszał na prawie miesiąc. Trochę to z mojego własnego lenistwa (a słyszałam przynajmniej dwa razy w tygodniu „napisz coś u siebie!”), trochę z sytuacji, po których musiałam się pozbierać i trochę z braku czasu.

Co się u mnie zmieniło? Cóż, niewiele. Zdaję nadal, więc jest dobrze, choć jest ciężko, czasami nawet bardzo. Te ostatnie tygodnie przed świętami będą bardzo wymagające, można powiedzieć, że od dzisiaj się zaczęło. Poprawy, testy, a gdzie to wszystko wpleść między rozmowy z Aniołkiem? Jest trudno, ale nie niemożliwie. Przecież jest jeszcze noc :P

Co do Aniołka, była u mnie tydzień temu na weekend i miałyśmy okazję pobyć razem, przy okazji czegoś ją ucząc. W niedzielę pojechałam ja i tak jakoś się złożyło, że zamiast o 19 wróciłam prawie o 22… No nie nasza wina, że autobus przyjechał za wcześnie! Miałyśmy jednak te 2 godziny więcej, więc spędziłyśmy je na piciu kawy (Aniołek) i herbaty (ja). Jakoś nie mogę się przemóc co do tego zbożowego napoju, mimo że czasami mogę kilka łyków wypić, za każdym razem się krzywię. Cóż, jestem nieco inna niż ludzie dookoła jak widać, ale się nie zmienię na siłę. Ja to ja, ten oryginalny Diabeł ;p

Już nad Hornem zapada noc
Wiatr na żaglach położył się
A tam jeszcze korsarze na Botany Bay
Upychają zdobycze swe…

Gdy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę!

Dobry wieczór, wszystkim. Wpis bardzo krótki, albowiem zaraz idę się szykować dalej, na kolejne już spotkanie z Aniołkiem. Miesiąc się nie widziałyśmy i trzeba przyznać, ze to za dużo ♥

Ostatnio, jak wspomniałam w poprzednim wpisie, działo się u mnie różnie, w sumie teraz także się wiele nie zmieniło. Bywają dni lepsze, bywają gorsze. Dzisiaj dzień był wg mnie bardzo dobry pod względem innych, a wieczór był/jest znośny. Nie zawsze cała doba jest dobra, ale trzeba wiedzieć, że to, co złe, minie. Potrwa chwilę, poczujemy się na pewno niezbyt dobrze, ale minie. Taka tego natura, by pozwolić złym uczuciom ulecieć, niech pobędą, a potem znikną ;)

Jak mówiłam, wpis krótki, bo trzeba wstać wcześnie, a teraz się choć w części przygotować! Tak więc dobranoc wszystkim i udanego weekendu! :D

Słychać już kroki
Szepty w ciszy drżą
Noc tak kusi, woła, błądzi
W głowie myśli sto

Cóż tu mówić
Co tłumaczyć
Serce Twoje drży w przestrachu
Czy się myli? Czy nie warto?

W nocy ciemnej i tak pięknej
Anioł z Diabłem się spotkali
Pióra ciemne jak atrament
Rogi jasne jak błysk Słońca

Miłość ta jest jak trucizna
Pali, niszczy i zabija
Zabroniona jest przez innych
Smak jej kusi zmysł niewinny

To uczucie wszystkim wznak
Czy to przetrwa?
Mówisz: „tak”.

By Diabełek

 

Po długim czasie i wielu momentach…

Witajcie, moi drodzy. Wiem, że sporo czasu mnie tu nie było, bo prawie miesiąc się nie odzywałam. Wiecie, jak to jest. Dzieje się coś złego między ludźmi, to odechciewa się wszystkiego, dosłownie. Traci się aktywność, zainteresowania czymkolwiek, a innych traktuje czasami tak, jakbyśmy bardzo nie chcieli. Jesteśmy po prostu chamscy, wredni, co wcale nam nie poprawia humoru. Po prostu człowiek ma wszystko gdzieś.

Ale tak było jakieś dwa tygodnie temu. Po tym, co musiałam przetrawić, jak uspokoić swoje negatywne emocje, które chciały niektóre osoby wykreślić całkowicie z listy znajomych, wszystko wracało powoli do codzienności. Jednak gdzieś tam ta cała gorycz pozostała, pojawiała się szczególnie wtedy, gdy wspominano o jednych momentach, na których brzmienie dostawałam wariacji i ponownie zaczynało się bycie chamskim i wrednym. Trwało to jakiś czas, ale wiecie, nie zawsze chce się wszystko od razu powiedzieć, by nie niszczyć czegoś między dwoma osobami. Dlatego tak długo to wszystko się kumulowało, aż po dość przykrych wydarzeniach z ostatniego weekendu (który przeżyłam chora), kilka dni temu po prostu wyjaśniłam wszystko, o co mi biega i dlaczego zachowuję się tak a nie inaczej. Ulżyło mi, naprawdę. To, co siedziało we mnie, w końcu mogło wyjść i zniknąć, z czego się bardzo cieszę, bo nie powiem, by było mi z tym przyjemnie .__. W każdym razie teraz jest całkiem dobrze, ci znajomi, których „pozycji” u mnie nie byłam pewna, znaleźli w końcu swoje miejsce. Jestem szczęśliwa i zadowolona, w końcu także i spokojna :) Jedna tylko rzecz mnie gryzie, gdyż pewna strona dostała się w łapki pewnej osoby, która miała go nigdy w życiu nie dostać, ale cóż, stało się, to się nie zmieni. Trzeba przeboleć i jakoś z tym żyć…

Wiem, że wpis chaotyczny. Miał się pojawić kilka godzin wcześniej, ale trudno mi było się zabrać za pisanie go. Ale w końcu jest. Wybaczcie, że po tak długiej przerwie, z nową nazwą Autorki, gdyż niestety nie można ustawić jednej nazwy na jednego bloga, a na drugiego – drugiej :P Mam nadzieję, iż wybaczycie mi tą przerwę. Postaram się dawać tutaj nieco regularniej posty, ale będzie to zależne od tego, czy jestem zawalona szkołą czy też nie.

W każdym razie na obecną chwilę życzę „dobranoc” i miłego weekendu – dzisiaj śpimy dłużej! :D

Kolejna długa przerwa, spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem nauczycieli na oceny. Uczyć się i uczyć, zdawać i zdawać. Dalej się uczyć. Normalnie nie można się wyrobić. Ale cóż, od czego są weekendy?

Ten spędziłam całkiem dobrze. Dobrą stroną była sobota, która stała pod hasłem „Wyciągnąć Diabła do klubu!”. No i się udało. Wraz z Pauliną i Moniką wbiłyśmy na występ trzech metalowych zespołów. Powiem szczerze, że jak na pierwszy raz bawiłam się wyśmienicie. Teraz trochę kark boli, ale to niewiele w porównaniu do wszystkiego. Ostatni zespół obchodził 5-lecie istnienia. Grali stare piosenki w ich wykonaniu. Świetnie było usłyszeć takie utwory jak „Big in Japan” czy „Coco Jambo” w stylu metalowym. O, było świetnie! Niestety, miałam dość nieciekawą pobudkę o godzinie 3 rano, ale nie będę się o tym rozpisywać, gdyż najpierw musi mi przejść do końca poczucie zawodu i goryczy, dopiero potem może powiem nieco więcej.

Jutro znowu szkoła, trzeba znaleźć streszczenie lektury, której nie dało się przeczytać i znowu do nauki. Pozdrawiam Was i trzymajcie się :)

So now we fly ever free. We’re free before the thunderstorm!

Witam Was wszystkich :) Na samym początku pragnę przeprosić za moją nieobecność. Szkoła, szkoła, Kraków, szkoła ;p Tak, zdecydowanie siedzę w tym roku nad książkami, ale jak na razie efektów większych brak. Ale z czasem powinno to się zmienić (miejmy nadzieję, że na lepsze!). Jak widać, poeksperymentowałam ostatnio z szablonami, uznałam, że blog zasługuje na nieco „odświeżenia” i po długich wyborach zdecydowałam się na ten. Mam nadzieję, że się spodoba :)

W sumie u mnie nie dzieje się za wiele nowości. Powrót do szkoły okazał się nie taki zły, ludzie się nie pozmieniali. Ci, którzy doszli, w większości okazali się fajnymi ludźmi, z którymi można porozmawiać (cóż, mówię o Marysi, bo z chłopakami nie miałam jeszcze okazji za bardzo). Drugi rok liceum to już nie takie zabawy jak to było w pierwszym roku. Tutaj od początku nastawili nas, że to nie przelewki i czeka nas ciężki rok. Tak więc staram się jakoś utrzymać tępo, chociaż po pierwszym tygodniu miałam ochotę rzucić w swoją biolożkę wszystkim i krzyknąć parę niecenzuralnych słów, by się uciszyła. No ale moja wina, że ona sama stwierdziła, iż nauczać i dyktować nie umie? A z książki dyktuje, której nie mamy, więc skąd mamy czerpać tą wiedzę, jak nie z notatek, których nie mamy w połowie skończonych? Bo zaczynamy jedno zdanie i idziemy do drugiego, a potem do trzeciego i wracamy do któregoś z wcześniejszych? No cóż, trudno jest się powstrzymywać przed rzuceniem się na nią z czymś ciężkim. A było tak blisko od innej nauczycielki! Musiała pójść akurat na chorobowe :c Jeszcze rok z Panią K. to rok tortur…
Na szczęście reszta nauczycieli jest w porządku. Ci przynajmniej czegoś nas uczą, a nie bezsensownie gadają, jak to ich nogi bolą czy coś. Starają się przekazać nam coś, a czy my to przyjmiemy to nasz wybór.

Ostatnia sobota natomiast pozwoliła mi odpocząć od myśli o szkole, testach, nauczycielach i wszelkich kłopotach. Kilka długich i przyjemnych godzin z Aniołkiem w Krakowie wraz z jej znajomymi sprawiło, że humor poprawił mi się znakomicie, a zasoby radości i śmiechu pękały w szwach. Dałam się namówić nawet na zdjęcia, co w moim przypadku jest niezwykle trudne i zwykle spotyka się ze znacznym murem. Jednak tym razem było inaczej, z czego jestem zadowolona. Już dawno nie bolał mnie ta brzuch podczas oglądania wspólnych zdjęć! Kolejny dzień do kategorii „udane” – dodany :)

Teraz czeka mnie ponownie mierzenie się ze szkołą, znajomymi i ich dziwnymi odpałami ;) Ale myślę, że jakoś uda się przeżyć. W końcu nie takie trudności się pokonywało!

Czyli jedno ze zdjęć,, na których może się zgodzić, że wygląda w miarę dobrze :P

Serduszko ♥

Czyli powód przyjazdu na zdjęciu publicznym – raczej mnie nie zabije :*

Życzę Wam, by następne dni minęły szybko i niezbyt ciężko. Pozdrawiam :)

Witaj ponownie, nasze piekło

Jak to wiadomo, wrzesień to czas wielce wyczekiwany, szczególnie przez sąsiadów, którzy w końcu będą mogli nieco odpocząć po zwykłych szaleństwach młodzieży ;) To było tak na początek, witam wszystkich w nowym miesiącu :)

Wakacje się skończyły (boszjakoneszybkozleciały) a z nimi cała nasza wolność jakby się ulotniła. Znikną długie rozmowy nocne, szaleństwa do rana, zacznie się wczesne wstawanie i zbieranie swych zacnych czterech liter do szkoły. Targanie książek, zeszytów, ściąg pokrytych w różnych częściach garderoby… Dobra, mniejsza z tym. Właśnie dlatego ludzie nie lubią szkoły. ALE! Ludzie też szkołę lubią. Bo znajomi. Bo klasa. Bo przypały, wkurzanie nauczycieli, spotkania po szkole. Przyjaźnie, rozmowy na przerwach, wygłupy. Oto, dlaczego jednak do tej szkoły chodzimy (czyście myśleli, że to z tego obowiązku? a skądże znowu!). Lubimy spotkać się z innymi, szczególnie z tymi, z którymi mamy wspólne tematy. Po dzisiejszym dniu stwierdzam, iż za niektórymi osobami się stęskniłam. Kilkoro z nich spotkałam w zeszłym tygodniu, ale większości nie widziałam przez całe wakacje. Niewiele się zmienili, wariaci jak dawniej xD Doszły do nas aż dwie osoby, chłopak i dziewczyna. Z tym pierwszym jeszcze nie rozmawiałam, za to Marysia, bo ów dziewczyna ma właśnie tak na imię, wydaje się być spoko istotką. Zgarnęłyśmy ją z dziewczynami po rozpoczęciu, porozmawiałyśmy. Nie no, fajna dziewczyna, nie powiem. Mam nadzieję, że i chłopak taki będzie (ile my teraz wgl mamy osób? o.O oto jest pytanie…). Trochę mi plan zniszczyli, żeby w poniedziałek kończyć o 16:30 (toż to noc niedługo będzie!) a w piątek o 15:40 (tak samo). Też coś…

Tak więc, jako iż jestem ogarniętą osobą, dopiero wczoraj zorientowałam się, że ten tutaj blog istnieje sobie już rok. Łał, szczerze powiem, że nie sądziłam, iż tak będzie. Myślałam, że straci rozpęd po kilku tygodniach, a tu wyszło, że trzyma się całkiem nieźle. Dziękuję wszystkim, którzy tu bywają, tym co są dłużej i tym nowym; tym, co zostawiają po sobie ślad w postaci komentarza i tych „tajniaków”. Dzięki :)

Tak więc życzę Wam siły na ten tydzień, niech szybko zleci i BYLE DO PIĄTKU! :D
Pozdrawiam cieplutko :)

To już jest koniec, nie ma już nic…

Tak trudno się pożegnać niekiedy, tak mało czasu, by wszystkim powiedzieć „dobrze mi się spędzało z Tobą czas”. I tak wiele wspomnień wydarzeń, których się nie zapomni.

Tak, tak, wróciłam ;)

Jak było? Niesamowicie, ekstra, świetnie. Nie jestem dobra w opisywaniu czegoś, jak można było zauważyć, ale jeśli miałabym stwierdzić, co najbardziej zapamiętam z tego obozu, to ludzie. Cały nasz ośmioosobowy pokój, kilka osób z całego obozu oraz dwóch opiekunów, z którymi dobrze nam się dogadywało (jeden był naszym grupowym wychowawcą). Wszystkie te jazdy, narzekania i marudzenia, jak bardzo nie chce nam się iść w ten upał. Ćwiczenia, zajęcia wieczorne i popołudniowe, wycieczki nad jezioro czy strumyk. Cowieczorne rozmowy przez telefon, który miałyśmy tylko przez pół dnia. Wychodzenie na jazdy czy też zbiórki przez okno z pokoju. Oglądanie spadających gwiazd na placu z przeszkodami i niezapomniane słowa Heli „Mam ochotę rzucić czymś w tą latarnię przed Pałacem” na temat świecącego księżyca. Wycieczka do Łeby i opieka nad dwoma małymi urwisami i jednym o dwa lata młodszym ode mnie. Parada kolorów i nasz genialny twór. Dyskoteki. Protest do ciszy nocnej. I najlepsze ogniska z gitarą, na jakich byłam. To wszystko zapamiętam na długo.

Teraz wróciłam i choć trochę mi brak tych wspólnych śpiewów i wygłupów, narzekań na jazdy i przydzielone konie, cieszę się także, że jestem już w domu. I choć mój plan przemalowania pokoju już w połowie został spełniony (a ja go miałam robić!), pogoda jest nieciekawa, to jeśli się uda, czeka mnie kolejny, krótszy wypad pod Krk do Aniołka, za którym już zdążyłam się stęsknić <3 Do szkoły zostały dwa tygodnie i chcę je spędzić tak dobrze, na ile się będzie dało :)

Pozdrawiam Was więc ciepło, niech pogoda Wam dopisze przez następne dni. Nie dajcie się jej, nie pozwólcie „załapać się” chorobie i nabierajcie sił przed wrześniem :D

Od lewej: Autorka, Natalia, Ala, Hela i Jagoda, (Pan) Łukasz – wychowawca, (Pan) Norbert – opiekun i nasz ogniskowy gitarzysta, który zachwycał nas swoją twórczością i osobowością.

Marzeniami zbuduj przyszłość…

Hej, witam :)

U mnie dobrze, bardzo dobrze, cieszę się, że tak jest :) Nigdy wcześniej chyba nie byłam taka radosna, nie czekałam niecierpliwie na wieczór, by spokojnie pogadać na skype. Spokojnie na tyle, ile można. Czasami coś u mnie przerwie połączenie, czasami współrozmówca musi lecieć, bo syrena wyje. Tak to już bywa. Ale po jakimś czasie znowu można wrócić do przerwanej rozmowy.

Od poniedziałku przez najbliższe 2 tygodnie będę odpoczywać na obozie. Po pracowitym miesiącu czeka mnie kilka dni wytchnienia, o ile obijanie się na końskim grzbiecie można nazwać wytchnieniem :P Ale nie narzekam, cieszę się z tego wyjazdu. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze, bo jak na razie u mnie w kratkę. Będzie mi tylko brakować codziennych rozmów na skype, ale jeśli się uda może normalne, telefoniczne rozmowy od czasu do czasu będą. Byłoby przyjemnie :3

Na ten moment kończę, czas się powoli pakować. Życzę Wam przyjemnych dni i dobrej pogody.
Pozdrawiam i ściskam :)

Bo w niektóre marzenia trzeba po prostu uwierzyć

Hej, witam wszystkich :)

Troszkę mnie tu nie było, wiem. Przepraszam, proszę o wybaczenie :-P Troszkę jest to winą tego, iż siedzę od rana do późnego popołudnia w mieście, od poniedziałku do piątku. Trzeba pomagać, choć są wakacje. Odpocznę sobie na obozie w sierpniu, choć raczej tam też będzie potrzeba nieco wysiłku, w końcu obóz „w siodle” ;) Ale to dopiero za… 3 tygodnie. Jeszcze miesiąc, więc duuużo czasu.

Wiem, że ostatni wpis był bardzo krótki – jak mi powiedziano „(…) ale wiesz, wpisy powinny być nieco dłuższe”. Wiem, wiem, to też wiem c: Jednakże tamten po prostu był pisany szybko, bez pomysłu. I teraz jestem chyba jeszcze bardziej szczęśliwa, niż byłam wtedy. Nie, nie „chyba”. Na pewno. Od piątku do dzisiaj, niedzieli, miałam dla siebie jedną, jedyną, cudowną osobę. Marzenia się, jak widać, spełniają :D Pokazałam w sobotę część miasta, jednak po zaliczeniu dwóch rezerwatów przyrody w pełnym słońca dniu, złapała nas taka ulewa, że droga, która od przystanku do galerii powinna nam zająć mniej niż 7 minut, zajęła nam sporo ponad 10 min. Szybki chód, bieg, stop pod jakimś drzewem, a dookoła ściana deszczu. A gdy byliśmy bezpieczni już w galerii, jedząc nasz obiad, wyszło słońce. Dziękuję, pogodo! :P Ale nawet to nie było takie złe. Pozbyłam się złych rzeczy z pokoju. Wszystkie te, które miałam, zostały zniszczone i grzecznie wyrzucone. Nie żałuję :) Trzy dni to jednak mało, za mało jak na tak długą przerwę między spotkaniami. Ciężko było się pożegnać. Ale jest jeden mały punkt, światełko w tunelu, szansa na kolejne spotkanie. Kiedy? W przyszłym tygodniu, być może w sobotę :D Jednakże, jeśli to się nie uda, zostają te dni po obozie. Wtedy już tylko wystarczy mi data, znalezienie pociągu w obie strony, spakowanie się i w drogę ;)

Jak więc widać, wpis aż emanuje wielką radością i szczęściem. Aż nazbyt, może nieco przegięłam x] Ale cooo tam. I tak jest dobrze.
Nie wiem, kiedy kolejny wpis, także do usłyszenia :)

,,Nie zamartwiaj się jednak przyszłością. Dzień dzisiejszy wystarczy ci aż nadto." J.R.R.Tolkien